Dzień sądu

Najpierw woda. Prawie dwa kilometry do przepłynięcia. Sceneria jest przepiękna, ale nie masz czasu podziwiać piękna Gór Stołowych, u podnóży których walczysz o prym pierwszeństwa. W końcu wybiegasz z Zalewu Radkowskiego, w biegu rozpinasz piankę i powtarzasz jak mantrę: pianka, kask, rower. I jazda! Przed tobą słynna szosa stu zakrętów, gdzie do pokonania masz 90 km morderczego wyścigu z czasem oraz z przeciwnikami. Kilka podjazdów dających w kość. Ale ciśniesz dalej. W pełnym skupieniu przed belką zsiadasz z roweru i biegniesz przez strefę zmian. Tym razem mantra brzmi: rower, kask, buty, plecak i już cię nie ma. Lecisz w górę. Pierwsze asfaltowe kilometry i niewielkie przewyższenia mają cię zmylić. Dalej są już tylko góry. I ty, twój pot, twoje myśli. Lecisz jak na skrzydłach, mimo zmęczenia, mimo zaliczonych już kilometrów. Gdzieś z lewej mijasz Ostrą Górę, Skalniak, masyw Szczelińca, który majestatycznie wznosi się nad okolicą. Słyszysz szum wody, pojawia się Wodospad Pośny. Myślisz „jeszcze tylko dwa kilometry!”. Pędzisz w dół i wbiegasz na metę, gdzie na ciebie czeka medal, nagroda za twój trud. Dzień sądu za tobą.

triminator, triathlon radków